Psy adoptowane

Diana

Diana została adoptowana.

-------------------------------------------

Historia Diany:

Myśleliśmy, że jesteśmy za późno… że już nie żyje…
Podchodziliśmy do niej i nawoływaliśmy, a ona zawinięta w kłębek leżała bez żadnej reakcji… nie postawiła nawet uszu, nie podniosła głowy, by zobaczyć co się dzieje.
Totalnie zrezygnowana, wiedziała jaki los ją czeka… i pogodziła się z nim…
Pogodziła się z rychłą śmiercią głodową w samotności, uwięziona na łańcuchu przy lichej budzie…
Gdy byliśmy coraz bliżej w końcu uniosła głowę i spojrzała na nas smutnym wzrokiem… bez krzty nadziei w tych pięknych oczach…
A w nam spadł ogromny kamień z serca, że jeszcze zdołamy ją uratować i będziemy mieli czas by zrekompensować wszystkie krzywdy, które wyrządził jej człowiek…
Suczka jest straszliwie wychudzona, pod grubą pokrywą skołtunionej sierści skrywa się psi szkielet...
Właściciel? Stary pies, ona po prostu nie chce jeść…
Czy widziała kiedyś lekarza weterynarii? Raczej nie…
Suczka ma skrócone uszy… nie wiadomo czy to wynik starych zmian chorobowych…
Od właścicieli wiemy, że rodziła szczeniaki, ale sami nie wiedzą co się z nimi działo… były i za chwilę ich nie było… a może zjadła?
Zabraliśmy Dianę, bo tak daliśmy jej na imię, w trybie natychmiastowym… właściciel psa się zrzekł, chociaż ronił łzy jak bardzo do niej jest przywiązany.
Wracając stamtąd wiedzieliśmy, że nie mamy gdzie jej umieścić… obdzwanialiśmy wszystkich znajomych, bo przecież nie mogliśmy jej tam zostawić… aż w końcu jedna osoba zgodziła się ją wziąć na kilka dni na awaryjny kojec.

PILNIE potrzebujemy domu tymczasowego w domu/mieszkaniu. Sierść Diany to jeden wielki kołtun, miejscami sfilcowany… musimy ją ogolić do gołej skóry… dlatego musi być w cieple. Stan zębów fatalny… niektóre starte do dziąseł, ma około 5 lat.

Diana miała niezliczoną ilość kleszczy i pcheł, podwyższoną temperaturę ciała. Od niedzieli jest diagnozowana. Kiepskie wyniki morfologii, trochę lepsza biochemia, wskazująca na długotrwałe wychudzenie, najważniejsze, że nerki i wątroba są sprawne. Wczoraj miała robione USG, okazało się, że ma zagazowane całe jelita przez co nie można było obejrzeć wszystkich narządów, dostała leki na usunięcie gazów, dziś powtarzamy badanie USG. Zrobiliśmy jej jeszcze RTG brzucha oraz klatki piersiowej, w badaniu wyszło, ze Diana ma małe serce. Krew została wysłana do Warszawy na badanie poziomu jonów, by wykluczyć chorobę Addisona. Dziś będą wyniki. Diana ma niewielki guz przy jednym sutku. Najprawdopodobniej ma problemy z układem pokarmowym, musi jeść specjalistyczną karmę. Będziemy badać również kał. O dalszym leczeniu Diany będziemy informować. Na tę chwilę najważniejsze jest znalezienie domu tymczasowego!

Mimo tego co przeszła i jak wielką krzywdę doznała od człowieka, nadal jest bardzo pogodna, przyjazna do ludzi oraz dzieci. Diana jest spokojną sunią, akceptuje inne psy, ładnie chodzi na smyczy.
Błagamy o danie jej domu tymczasowego! Jak najszybciej musimy ją zabrać z awaryjnego kojca!

Marley

Został adoptowany w sierpniu 2017 roku.

----------------------------

Historia Marleya:

Gdy miał około 6 tygodni został znaleziony przy drodze, wył z bólu… miał bezwładne tylne łapy, które ciągnął za sobą.
Po kilku konsultacjach u lekarzy weterynarii w Płocku, Marley trafił do kliniki na Bemowie w Warszawie, gdzie miał wykonane zdjęcia RTG oraz tomografię komputerową. Z badań wynikało, że miał połamaną/zmiażdżoną miednicę w kilku miejscach, odłamaną główkę kości udowej lewej przy panewce w trakcie zalewania oraz złamane i przesunięte spojenie łonowe.
Została podjęta decyzja o rehabilitacji, którą zaczął około 2 miesięcy temu w Warszawie. Obecnie Marley chodzi w ortezie.
Marley ma już 5 miesięcy, pięknie nam rośnie. Jest w trzecim domu tymczasowym od początku rehabilitacji. Ma się całkiem dobrze, robi bardzo duże postępy! Właściwie to już biega, jednak wciąż musi być rehabilitowany. Niestety nie wiadomo jak długo jeszcze będzie musiała trwać rehabilitacja by wrócił do jak największej sprawności.
Szukamy dla Marleya domu stałego, najlepiej w Warszawie lub okolicach by mógł dalej kontynuować rehabilitację. Bardzo byśmy chcieli, żeby Marley , który tak wiele przeszedł znalazł już swojego własnego człowieka, który pokocha go całym sercem. Zależy nam na tym bardzo, by wiedział, że już będzie w domu na stałe.
Marley jest bardzo radosnym psem, który uwielbia ludzi. Akceptuje również inne psy… fajnie jakby miał psiego kompana

Kazar

Kazar został adoptowany.

--------------------------------------

Historia Kazara:

Kazar wraz z 4 innymi psami został odebrany interwencyjnie.
Całe swoje życie spędził na uwięzi, bez budy. Jego schronieniem były dziury w szopie. Jest lekko wychudzony, pod sierścią wyczuwalne są kości miednicy i żebra. W miejscu skąd został odebrany, do jedzenia dostawał pomyje lub chleb z wodą.
Kazar aktualnie jest na awaryjnym kojcu, jednak w przyszłym tygodniu planujemy kastrację wraz z usunięciem zepsutego zęba, który Kazara boli. Wychudzenie chłopaka najprawdopodobniej spowodowane było przewlekłą biegunką, jednak zauważyliśmy również, że ma problemy z jedzeniem właśnie przez tego zęba. Je jakby próbował jeść jedną stroną pyszczka, podobnie z wodą. Chcemy jak najszybciej usunąć chorego zęba, jednak po operacji Kazar nie może już wrócić na kojec.


Chłopak jest bardzo przyjaznym i wesołym psem, do wszystkich podchodzi z ufnością. Ze spacerów nie może się nacieszyć, biega zachwycony każdym krokiem oraz zapachem, czasem przybiega i skacze na człowieka żeby go głaskać. Jest wiecznie uśmiechnięty i bardzo łaknie kontaktu z człowiekiem, nie lubi zostawać sam w kojcu, gdy tylko go zostawiamy piszczy i szczeka, by do niego wrócić. On tak bardzo chce człowieka u boku… nigdy wcześniej tego nie doświadczył. Aż serce pęka, gdy musimy go opuścić.


Kazar wszystkiego się uczy, świat jest dla niego nowy. Wcześniej obserwował go tylko z długości łańcucha. Kazar szybko się uczy, jest raczej spokojnym psem i posłusznym, na wołanie przychodzi. Z innymi psami ogólnie się dogaduje.
Całkiem dobrze chodzi na smyczy. Został oceniony na około 3 lata, sięga poniżej kolana w kłębie, waży około 11 kg gdy nadrobi wagę pewnie będzie ważył około 14 kg. Przypuszczamy, że będzie zachowywał czystość w domu, w kojcu z potrzebami czeka na spacer.
Czy ktoś pokocha Kazara lub da mu choć tymczasowo uwagę człowieka?

Ares

Ares został adoptowany.

-----------------------------------------

Historia Aresa:

Gdy byłem małą, puchatą kuleczką zabrali mnie od mamy. I choć trochę się bałem, trochę się cieszyłem, że będę miał swojego ludzia…
Myślałem, że będziemy razem spędzać czas, że będzie mnie głaskał, a o miskę to nigdy nie będę się musiał martwić. To co dostałem to łańcuch na szyję i zapomnienie człowieka. Tak sobie żyłem, z nadzieją, że w końcu człowiek podjedzie, pogłaszcze i powie dobre słowo. Mijały dni, które zamieniały się w miesiące, a on nie przychodził. A ja rosłem… i się przyzwyczaiłem do samotności.
Właściciel? Jaki właściciel? Karmił mnie kto inny bo było szkoda, stawiał wiadro z chlebem namoczonym wodą, bo więcej nie mógł.
Już nie mówię o tym, że odpowiedniego schronienia też nie miałem.
I mnie zabrali…
Myślałem, że będę miał jeszcze gorzej. Byłem przerażony. Musiałem przełamywać swój strach, na początku się kładłem jak się przestraszyłem i czekałem na to co będzie, sikałem, ale to się zmieniło.

W domu już się bardzo dobrze odnajduję, na pełną miskę cieszę się jak mały szczeniak, przestałem sikać w domu, pokazuję, że chce iść za potrzebą. A ludzi którym zaufam najchętniej bym zalizał, pokazując swoją wdzięczność.

Ares ma około 1,5 roku, jest psem średniej wielkości, ale grubokościstym około 30 kg. Akceptuje psy i koty, oraz starsze dzieci. Do młodszych nie sprawdzany. Ares ze względu na to co przeszedł jest psem lękliwym, przez co do nowych osób musi się przekonać, ale nie trwa to długo. Najlepiej gdyby trafił do spokojnych, pewnych siebie osób, w których będzie miał wsparcie. Dodatkowo jego lękom może pomóc drugi zrównoważony pies.
Ares już przeszedł bardzo długą drogę socjalizacji z ludźmi, pozostaje zniwelować jego lęki do końca. Od obcego jedzenia nie weźmie, jest czujny. Bardziej otwarty do kobiet, do mężczyzn ostrożny, jednak gdy zobaczy, że nie chce mu się zrobić krzywdy to wszelkie pieszczoty mile widziane. Świetnie jakby trafił do domu z ogrodem. Zaszczepiony i odrobaczony, czeka go zabieg kastracji.

 

Niewidomy Sancho

Sancho został adoptowany w czerwcu 2017 roku.

----------------------------

Historia Sancho:

Czy widziałeś/łaś kiedyś niewidomego człowieka? Potrafi sobie poradzić w miejskiej rzeczywistości, często dzięki psiemu przewodnikowi, który jest jego oczami… ostrzega przed niebezpieczeństwem.
A widziałeś/łaś niewidomego psa? Też potrafi, tylko potrzebuje ludzkiego przewodnika.
To drugie to o mnie… POTRZEBUJĘ TWOJEJ POMOCY!

Życie jest zawrotne, nigdy nie wiemy co przyniesie nam los… mi zabrało wzrok.
Błąkałem się po jednej z dzielnic Płocka, błąkałem się cały tydzień… 7 dni i 7 nocy… pory dnia rozpoznawałem po ruchu ulicznym, po osobach które chciały mi dać jedzenie, po ludziach którzy mnie od siebie odpędzali… aż ktoś postanowił mnie przygarnąć na chwilę… Dla Was pewnie to „na chwilę” to będzie za mało… Dla mnie to znaczyło wszystko…
Ciepłe pomieszczenie, bym nie musiał spać w rowie przy drodze..
Pełna miska bym nie musiał prosić się o jedzenie często przechodzących bezwiednie koło mnie ludzi, którzy nawet w pośpiechu codziennego życia nie zauważyli rzeczy, która dla innych jest bardzo istotna, że nie widzę…
Otrzymałem na chwilę opiekę i rozmowę… słuchanie ciepłego głosu zwracającego się do mnie, dotyk… który mi okaże że będzie dobrze…
Wiele osób uważa, że jestem ułomny, bo nie widzę! A ja radzę sobie naprawdę świetnie! Niestety ludzie zapominają o tym, że my psy mamy bardziej wyostrzone zmysły węchu i słuchu i to one pozawalają nam się odnaleźć nawet wtedy gdy zabraknie tego ważnego organu dla ludzi – oczu.
Opowiem Wam jak to jest ze mną…

Mam 3 lata, najprawdopodobniej jestem niewidomy od urodzenia.
Owszem obijam się o meble, ściany i futryny… dlaczego? Bo muszę poznać dom…
Wiem, że wielu z Was stwierdzi, że to bardzo przykre tak patrzeć jak się obijam… Ja się nauczę co w którym miejscu stoi.
Na smyczy dobrze sobie radzę, problematyczne są dla mnie schody… wejść –wejdę, jednak obawiam się schodzić, boję się, że spadnę… pewnie doświadczyłem tego nie raz…
Niestety „ta chwila” gdzie miałem zapewnione schronienie zmierza ku końcowi, dlatego PILNIE potrzebuję opiekuna i przewodnika… Czy nim zostaniesz? Nie obawiaj się… wiem, że możesz mieć wątpliwości czy sobie poradzisz w opiece nad niewidomym psem, ja naprawdę świetnie sobie radzę… w końcu to już 3 lata od kiedy nie widzę. Będę Ciebie wspierać… a Ty mnie…
Ludzie nadali mi imię Sancho… od Sancho Pasny… czy pozwolisz bym był Twoim wiernym towarzyszem jak Sancho Pansa dla Don Kichota?
Jestem bardzo przyjaznym psem, lubię dzieci… Przynajmniej mnie poznaj, zanim powiesz, że nie możesz się mną zaopiekować…

Więcej artykułów…

  1. Nela
  2. Lusia
  3. Bajka
  4. Sara