Reks

Pilnie szukam domu tymczasowego!

Można powiedzieć, że żyłem sam…
Zamknięty w czymś co człowiek mógłby nazwać kojcem, ale nim nie był, bo po kojcu można swobodnie chodzić. Na szyi miałem łańcuch, nie umiem liczyć, więc nie napiszę Wam jaką miał długość. Mogę tylko powiedzieć, że dał mi się ruszyć na parę kroków od zdezelowanego miejsca do spania, nie miałem szansy dojść nawet do ogrodzenia, by spojrzeć smutnymi oczami na podwórko i przypomnieć o sobie, że nadal tu jestem, żyję, potrzebuję jedzenia i uwagi. Nie znam świata poza tym miejscem, jak byłem mały dostałem uwieź na szyję i tak trwałem, mój człowiek, o ile mogę go nazwać „moim” w ogóle się mną nie interesował, nawet nie wiedział ile czasu tu jestem. Ja sam też już przestałem liczyć, bo po co… jak każdy dzień zaczynał się i kończył tak samo. Byłem tylko ja i moja samotność, czasem przychodzili jacyś ludzie i dawali mi jedzenie, żebym nie umarł z głodu.
Nie wiedziałem, że może być coś więcej poza więzieniem w którym żyłem. Jedyne co się zmieniało to grunt, czasem był śnieg, czasem sucho… a przez ostatnie deszcze wielkie błotniste bajoro w którym brodziłem swoimi pokrzywionymi łapami. Właściwie to w tym bajorze też spałem, moje schronienie było zrobione z drewnianych desek przykryte eternitem, nie miało podłogi tylko ziemię w której wykopałem dziurę, pewnie by czuć się bezpieczniej.
Pewnego dnia coś się zmieniło, kogoś zainteresował ten biedny, smutny pies. Ktoś przyjechał i mnie stamtąd zabrał, „mój” człowiek nie chciał o mnie zadbać, nie widział potrzeby by poprawić mi warunki w których żyłem, spuścić z łańcucha… po prostu mnie oddał. To chyba i lepiej.
Byłem trochę wychudzony, odpięli mi łańcuch, założyli obroże i wsadzili do metalowej puszki, mówili, że to samochód. Trochę się bałem, bo nie wiedziałem co mnie czeka, ale jazda tym samochodem okazała się taka ekscytująca, że nie mogłem napatrzeć się przez szyby jaki ten świat jest wielki!
Zabrali mnie do lekarza, gdzie mnie zbadali i stwierdzili, że mam chory pęcherz i zmiany zwyrodnieniowe spowodowane złym żywieniem od małego. Dostałem lekarstwa, jak już zacząłem normalnie jeść to mój brzuszek przeszedł rewolucję i znów jechałem do lekarza bo dostałem biegunki. Wczoraj byłem na kontroli, mam wysoki poziom białych krwinek i podwyższone próby wątrobowe, ale lekarz powiedział żeby się nie martwić, bo mnie wyleczy. Dostałem leki, za 2 tygodnie znowu mam jechać do lekarza powtórzyć badania krwi.


Dali mi na imię Reks, aktualnie przebywam w awaryjnym kojcu i człowieki chcą mi pilnie znaleźć dom tymczasowy lub stały, bo jak znajdą będą mieli awaryjne miejsce dla kolejnego biedaka, a teraz mówią, że już nie mają gdzie umieszczać zwierząt bo tak zezwierzęceni to dawno nie byli. Czy ktoś mnie pokocha?


Lekarz ocenił mnie na 3-4 lata, jestem wesołym i bardzo przyjacielskim psem. Lubię jak się do mnie przychodzi, jak mnie głaszczą i przytulają. Na spacerach jeszcze jestem mocno pobudzony, bo wszystko jest nowe a mnie spacery tak ekscytują, te zapachy! Wszystko wokół jest takie fascynujące!
Czy ktoś podaruje mi chociaż tymczasową opiekę? Dużo mi nie trzeba, może być nawet ocieplona buda na podwórku.

Telefon w sprawie adopcji 665 393 349, 607 062 634