Morris

Morris odszedł 05.03.2018 roku.

---------------------------------------

Historia Morrisa:

Morris został znaleziony w Święto Zmarłych na jednym z cmentarzy nie daleko Płocka, wyglądał tragicznie.
Był dramatycznie wychudzony, istna skóra i kości. Dodatkowo jest niewidomy. Nieśmiało trącał ludzi prosząc o jedzenie.
Trafił do nas, okazał się psem bardzo przyjaznym do ludzi, wdrapywał się na kolana, przytulał się całym ciałem by być jak najbliżej człowieka i usypiał, bardzo mu tego brakowało. Najprawdopodobniej był ofiarą ubiegłych wakacji…
Początkowo siusiał w domu, jednak bardzo szybko nauczył się załatwiać potrzeby na dworze, ale zaczął pokazywać, że nie lubi zostawać sam w domu. Na początku wył jednak po około 15 minutach się uspokajał.
Zabraliśmy go do okulisty z nadzieją, że coś da się zrobić z jego wzrokiem. Niestety nie da się nic zrobić. Najprawdopodobniej zaczął tracić wzrok w wyniku wyniszczenia organizmu i jest to stan nieodwracalny. Po szeregu badań okazało się, że Morris miał włosogłówczycę, z którą długo walczyliśmy.


Morris znalazł dom, i już miało być pięknie, wiadomo jak z psami po przejściach są wzloty i upadki. Początkowo było wszystko w porządku, jednak z czasem problemy zaczęły wracać m.in. Morris zaczął znowu sikać w domu, lęk separacyjny się wzmocnił. Morris przeszedł szereg badań w tym moczu, morfologie itd. Sikanie jest kwestią behawioralną, wyniki wszystkie w normie. Ludzie wiele akceptowali, pracowali z nim, jednak sytuacja się zmieniła, bo jak to w życiu bywa różnie… zaczęli dużo pracować i nie są w stanie poświęcić Morrisowi takiej ilości czasu i dawki ruchu jakiej on potrzebuje.


Morris ma około 3 lat, jest w typie boksera chociaż jego charakter jest typowo bokserowaty. Żywiołowy, wesoły, skory do zabawy, pełen energii i potrzebujący dużej stymulacji. Pies typowo rodzinny, który musi wiedzieć co się dzieje w domu i wszystko nadzorować. Akceptuje suki i małe psy, z psami swojej wielkości lub większymi jest problem. Dodatkowo trzeba pamiętać, że Morris nie widzi.
Chociaż niewidomy świetnie sobie radzi, na spacerach nie ma z nim żadnych problemów, w domu momentalnie uczy się rozmieszczenia.
Dla Morrisa idealny byłby domek z podwórkiem. Zaszczepiony, wykastrowany i zdrowy.

Łatka

Odeszła 24.01.2018 roku.

----------------------------------

Historia Łatki:

Łatka jest psem lekko wylękniony, który szuka oparcia w człowieku, choć początkowo jest nieufna. Bardzo szybko jednak się przekonuje do kobiet i wybiera sobie osobę, która ma być jej wsparciem w lęku… nie opuszcza tej osoby na krok. Do mężczyzn potrzebuje troszkę więcej czasu. Dobrze dogaduje się z psami, najlepiej by było jakby w domu tymczasowym lub stałym był już zrównoważony pies, w którym Łatka by miała oparcie.
Na czym polegają lęki Łatki? Bardzo się boi, że zostanie zupełnie sama, boi się nowych rzeczy, które stopniowo musi poznać. W obecnym domu tymczasowym sama obawia się wyjścia na podwórko, gdy psy z nią idą jak najbardziej Łatka drepcze na podwórko razem z nimi.
Drugi pies niewątpliwie pomoże jej poznać psi świat i zachowania, pomoże jej stać się zrównoważonym psem, jednak nie jest to warunek konieczny… spokojna osoba także da radę
Jest psem, który musi wiedzieć co się dzieje w domu, gdzie są domownicy.
Ma dopiero około 8 miesięcy, a już troszkę przeszła, przez co potrzeba z nią trochę popracować… Jednak najbardziej istotną rzeczą dla Łatki w tym momencie jest stabilizacja i bezpieczeństwo… Potrzebuje czasu, żeby przystosować się do nowych osób i sytuacji, pierwsze dni w obecnym domu tymczasowym suczka czuwała, obawiała się zasnąć głębokim snem, potrafiła usypiać na siedząco.
Niestety aktualny dom tymczasowy nie może dłużej opiekować się małą, dlatego pilnie musimy jej znaleźć nowy dom stały lub tymczasowy!
Łatka jest wesołą, rezolutną suczką, która lubi się bawić… Jest posłuszna i karna, gdy przekona się do człowieka okazuje się przeogromnym pieszczochem, typ kanapowca. Jest małą i drobną suczką, ale na długich łapkach. Waży około 12 kg. W domu zachowuje czystość, potrafi chodzić na smyczy.

Gustaw

W dniu 10.02.2017 po walce z chorobą pożegnaliśmy Gustawa.

-------------------

Historia Gustawa:

Przyszedł po pomoc, bo już nie miał siły iść dalej. Był czwartkowy wieczór 10.11, kiedy pod jeden z domów przy Wyszogrodzkiej przybłąkał się ten biedak. Na początku dostał tylko jedzenie, a potem miał sobie pójść, ale został i patrzył w okna domu błagalnym spojrzeniem. Zabrano go do weterynarza, gdzie dostał kroplówkę i tak też było następnego dnia, ale wtedy też zrobiona badania krwi, które wskazały na wysoki poziom mocznika i kreatyniny. Już było wiadomo, że kocur choruje na nerki. Biedak sam nie może sobie pomóc, więc potrzebuje swojego człowieka, który znalazłby tyle cierpliwości i determinacji, żeby chodził z nim, na kroplówki. Początkowo musi być płukany codziennie, później na sytuacja może się zmienić. Ten dorosły kocurek (najpewniej ma 5-7 lat) waży zaledwie 3,1 kg. Obecnie trafił do miłej Pani Hani do domu tymczasowego, gdzie w 2 dni oswoił się z jej pieskiem. Ta historia byłaby zapewne podobna do wielu, byłaby gdyby nie fakt, że kocurek ma wygoloną łapkę po kroplówce i wygolony brzuszek zapewne po badaniu USG. Ktoś dbał wcześniej o tego kota, zabrał go do weterynarza, pokusił o badania, więc coś musiało się wydarzyć, że kot wylądował na ulicy skrajnie odwodniony i wychudzony. Może niefortunnie wyszedł z domu w trakcie kuracji? Może kogoś przerosły koszty leczenia? Może ktoś nie mógł zapewnić mu swojego czasu i cierpliwości? Nie znamy odpowiedzi na te pytania, ale wiem, że ten kocur potrzebuje pomocy. Ma niesamowitą wolę walki, cierpliwie znosi wszystkie zabiegi w gabinecie lekarskim, a do tego wszystkiego potwornie się łasi i ugniata swoimi na wpół ogolonymi łapkami.

Rex

Dziś 30.06.2017 roku musieliśmy pożegnać naszego kochanego Dziadka...
Musieliśmy pomóc mu odejść, stan Rexa wczoraj się pogorszył... stracił apetyt. Dziś miał spuchnięta przednią kończynę, którą niegdyś miał złamaną, najprawdopodobniej rak kości...
Smutno nam strasznie, jednak cieszymy się, że ostatnie 2,5 miesiąca które z nami spędził były dla niego radosnymi chwilami, chociaż wraz z czasem rósł apetyt... że jednak będzie z nami dłużej... przynajmniej do końca lata. Niestety się nie udało...
Miał psich przyjaciół, których bardzo lubił, Jolę która się nim opiekowała, nas do głaskania i przytulania i przede wszystkim nie odchodził sam, byliśmy z nim do końca.
A on wiedział... i był spokojny do samego końca, jakby po prostu usnął.

Kochany Rexie, mamy nadzieję, że choć trochę zrekompensowaliśmy Ci, Twoje życie... Robiliśmy wszystko co mogliśmy by zapewnić Ci wszystko co najlepsze
Biegaj szczęśliwy, bez bólu za Tęczowym Mostem. <3

Serdecznie dziękujemy Joli za przyjęcie staruszka pod swój dach, gdzie w końcu poczuł co to zainteresowanie człowieka i miłość.

Prosimy adoptujcie staruszki, Rexowi się nie udało znaleźć domu... ale nie odchodził sam. Ile psich seniorów odchodzi w schronisku bez nikogo?
Jeśli boicie, się że pies za szybko odejdzie, a Wam będzie strasznie smutno... pomyślcie ile zapewnicie im szczęścia na ten ostatek... dla nich człowiek to znaczy wszystko...
Dajcie im szansę, staruszki są cudowne...

--------------------------------

Historia Rexa:

Rex trafił do nas w Wielką Sobotę zabrany interwencyjnie…
Jego historia jest tragiczna…
Niegdyś miał Pana, który opiekował się nim od małego
Rex bronił terenu którym jego Pan się opiekował…
Jednak, gdy Pan zaniemógł, Rexem tak do końca nikt się nie zajmował…
Dostawał jedzenie… mniej niż potrzebował, ale z głodu by nie umarł…
W czasie burzy wpuścili go do domu, bo się bał…
Ale tak poza tym żył obok ludzi, i tak się nauczył.
Od rodziny dowiedzieliśmy się również, że Rex był notorycznie katowany przez sąsiada. Niestety, nikt nie chce powiedzieć, którego.
Wielokrotnie miał popuchnięte oczy, gdy go potrącił samochód, czy miał złamanie otwarte kości przedramienia sam się wylizywał. Pozostały tylko blizny i problemy z chodzeniem…
Rex ma 15 lat… jest naszym kochanym dziadziulkiem, który w domu tymczasowym w końcu poczuł się szczęśliwy, uśmiechnięty, przytył, chodził na spacery, wygrzewał się na słoneczku… próbował się bawić z psami… na tyle, ile łapy mu pozwoliły.
Jednak Rex ma zdeformowany pysk i wiadomo, że to nowotwór, który znów urósł. I jest źle, Rex schudł trochę, je tylko puszki pełno mięsne, inna karma go nie interesuje. Wczoraj zabraliśmy go do weterynarza, który go prowadzi i powiedział, że jest nieciekawie…
Problemy z chodzeniem się trochę pogłębiły, guz się rozrasta do środka, ale stwierdził, że jeszcze spróbujemy…
Dostał steryd i leki przeciwbólowe. Jeśli do środy nie będzie poprawy, trzeba będzie podjąć tę najcięższą decyzję :(… chociaż zadawaliśmy sobie doskonale sprawę, że prędzej czy później trzeba będzie podjąć decyzję o eutanazji… to jednak mamy nadzieję, że jeszcze trochę Rex pożyje w świętym spokoju, tak jak ma ochotę… żeby choć trochę odbić mu te przykre przeżycia. Bo widzieliśmy ten uśmiechnięty pychol prawie bez zębów, te pokrzywione łapki kroczące śmiało na spacery… tę radość, że się do niego przyjeżdża, głaszcze, mówi do niego, przytula i daje smaczki…
Szukaliśmy też mu domu stałego, gdy stan Rexa był stabilny, z nadzieją, że dożyje swoich dni u boku rodziny u której będzie naprawdę kochany… jednak się nie udało, teraz Rex zostaje z nami.
Trzymajcie kciuki za naszego Weterana… on potrzebuje teraz wsparcia Nas wszystkich…
A jeśli się nie uda… to będziemy z nim do końca, by już nigdy nie czuł się samotny i będziemy bardzo rozżaleni i zrozpaczeni, że tak krótko… ale zarazem szczęśliwi, że przez te 2 miesiące od których z nami jest, nie musiał się martwić o nic i nie był sam sobie… miał psie towarzystwo które bardzo polubił, miał swoich głaskaczy i przytulaczy, miał spacery po jemu bo to Rex zawsze wybiera trasę, jak nie chce gdzieś iść to nie pójdzie… i tyle. Trzeba iść za nim ;)