Rex

Dziś 30.06.2017 roku musieliśmy pożegnać naszego kochanego Dziadka...
Musieliśmy pomóc mu odejść, stan Rexa wczoraj się pogorszył... stracił apetyt. Dziś miał spuchnięta przednią kończynę, którą niegdyś miał złamaną, najprawdopodobniej rak kości...
Smutno nam strasznie, jednak cieszymy się, że ostatnie 2,5 miesiąca które z nami spędził były dla niego radosnymi chwilami, chociaż wraz z czasem rósł apetyt... że jednak będzie z nami dłużej... przynajmniej do końca lata. Niestety się nie udało...
Miał psich przyjaciół, których bardzo lubił, Jolę która się nim opiekowała, nas do głaskania i przytulania i przede wszystkim nie odchodził sam, byliśmy z nim do końca.
A on wiedział... i był spokojny do samego końca, jakby po prostu usnął.

Kochany Rexie, mamy nadzieję, że choć trochę zrekompensowaliśmy Ci, Twoje życie... Robiliśmy wszystko co mogliśmy by zapewnić Ci wszystko co najlepsze
Biegaj szczęśliwy, bez bólu za Tęczowym Mostem. <3

Serdecznie dziękujemy Joli za przyjęcie staruszka pod swój dach, gdzie w końcu poczuł co to zainteresowanie człowieka i miłość.

Prosimy adoptujcie staruszki, Rexowi się nie udało znaleźć domu... ale nie odchodził sam. Ile psich seniorów odchodzi w schronisku bez nikogo?
Jeśli boicie, się że pies za szybko odejdzie, a Wam będzie strasznie smutno... pomyślcie ile zapewnicie im szczęścia na ten ostatek... dla nich człowiek to znaczy wszystko...
Dajcie im szansę, staruszki są cudowne...

--------------------------------

Historia Rexa:

Rex trafił do nas w Wielką Sobotę zabrany interwencyjnie…
Jego historia jest tragiczna…
Niegdyś miał Pana, który opiekował się nim od małego
Rex bronił terenu którym jego Pan się opiekował…
Jednak, gdy Pan zaniemógł, Rexem tak do końca nikt się nie zajmował…
Dostawał jedzenie… mniej niż potrzebował, ale z głodu by nie umarł…
W czasie burzy wpuścili go do domu, bo się bał…
Ale tak poza tym żył obok ludzi, i tak się nauczył.
Od rodziny dowiedzieliśmy się również, że Rex był notorycznie katowany przez sąsiada. Niestety, nikt nie chce powiedzieć, którego.
Wielokrotnie miał popuchnięte oczy, gdy go potrącił samochód, czy miał złamanie otwarte kości przedramienia sam się wylizywał. Pozostały tylko blizny i problemy z chodzeniem…
Rex ma 15 lat… jest naszym kochanym dziadziulkiem, który w domu tymczasowym w końcu poczuł się szczęśliwy, uśmiechnięty, przytył, chodził na spacery, wygrzewał się na słoneczku… próbował się bawić z psami… na tyle, ile łapy mu pozwoliły.
Jednak Rex ma zdeformowany pysk i wiadomo, że to nowotwór, który znów urósł. I jest źle, Rex schudł trochę, je tylko puszki pełno mięsne, inna karma go nie interesuje. Wczoraj zabraliśmy go do weterynarza, który go prowadzi i powiedział, że jest nieciekawie…
Problemy z chodzeniem się trochę pogłębiły, guz się rozrasta do środka, ale stwierdził, że jeszcze spróbujemy…
Dostał steryd i leki przeciwbólowe. Jeśli do środy nie będzie poprawy, trzeba będzie podjąć tę najcięższą decyzję :(… chociaż zadawaliśmy sobie doskonale sprawę, że prędzej czy później trzeba będzie podjąć decyzję o eutanazji… to jednak mamy nadzieję, że jeszcze trochę Rex pożyje w świętym spokoju, tak jak ma ochotę… żeby choć trochę odbić mu te przykre przeżycia. Bo widzieliśmy ten uśmiechnięty pychol prawie bez zębów, te pokrzywione łapki kroczące śmiało na spacery… tę radość, że się do niego przyjeżdża, głaszcze, mówi do niego, przytula i daje smaczki…
Szukaliśmy też mu domu stałego, gdy stan Rexa był stabilny, z nadzieją, że dożyje swoich dni u boku rodziny u której będzie naprawdę kochany… jednak się nie udało, teraz Rex zostaje z nami.
Trzymajcie kciuki za naszego Weterana… on potrzebuje teraz wsparcia Nas wszystkich…
A jeśli się nie uda… to będziemy z nim do końca, by już nigdy nie czuł się samotny i będziemy bardzo rozżaleni i zrozpaczeni, że tak krótko… ale zarazem szczęśliwi, że przez te 2 miesiące od których z nami jest, nie musiał się martwić o nic i nie był sam sobie… miał psie towarzystwo które bardzo polubił, miał swoich głaskaczy i przytulaczy, miał spacery po jemu bo to Rex zawsze wybiera trasę, jak nie chce gdzieś iść to nie pójdzie… i tyle. Trzeba iść za nim ;)