Rico

 
Rico – niechciany pies.
Kolejna interwencja, kolejny łamiący serce koszmar psa.
Rico był na stałe zamknięty w małym kojcu. Skąd podejrzewamy, że od bardzo długiego czasu nigdy z niego nie wyszedł? Właściciel (bo trudno go nazwać opiekunem) miał problem z otworzeniem kojca. Był tak zabarykadowany.
Właściciel nie mieszkał na posesji, na której znajdował się pies, a osoba zamieszkująca posesję nie chciała się nim opiekować. I nie mamy tu na myśli wyczesania psa czy wyprowadzania na spacer, a zadbanie o jego PODSTAWOWE potrzeby – dostęp do wody, pożywienia czy sprzątanie kojca, by nie musiał żyć w swoich odchodach.
Kto w takim razie zajmował się psem? NIKT. Czasem dobrzy ludzie rzucili coś do zjedzenia.
O pozostawionym samemu sobie psie wiedziala Straż Miejska oraz Policja. Co zrobili?
Nie stwierdzili znęcania się. A co zastali inspektorzy? Rico brodził we własnych odchodach, w zielonych garach deszczówka i resztki z obiadu. Kulał na tylną łapę i miał problem z poruszaniem. Widoczne żebra, pies cały brudny, w swoich odchodach, śmierdzący.
Budą miała być nieocieplona, gnijąca wiata?
Wstępna wizyta u weterynarza potwierdziła dysplazję i problemy z pęcherzem. Psiaka czeka dalsza diagnostyka. W tej chwili zostały już włączone pierwsze leki.
Mimo swojego wieku (ok. 8 lat) i stanu zdrowia, po odebraniu Rico zaczął szaleć i wariować. Nic dziwnego – przez tyle czasu siedział zamknięty na maleńkiej powierzchni, a przecież każdy pies potrzebuje ruchu, węszenia, eksploracji terenu…
Jak sfrustrowany musiał być? Nie chcemy sobie nawet tego wyobrażać. Pod naszą opieką zacznie w końcu wychodzić na spacery, pewnie pierwsze od wielu lat.
Rico pilnie szuka domu tymczasowego! Najlepiej poczułby się w domku z ogródkiem, gdzie mógłby wreszcie nadrobić stracony czas i porządnie się wybiegać.
Z naszej strony zapewniamy wszystko – całą wyprawkę, wizyty u weterynarza i stały kontakt z opiekunem psiaka.